Marek Migalski na swoim blogu napisał dzisiaj o pomyśle integracji prawicowych partyjek. Pomysł dobry zwłaszcza dla PiSu, któremu przydałby się jakiś potencjalny koalicjant. Bo na dzień dzisiejszy jedynym koalicjantem w Sejmie dla Jarosława Kaczyńskiego jest Jarosław Kaczyński.
Pierwsze skojarzenie, jakie miałem po przeczytaniu wpisu Migalskiego to budowanie kolejnego AWSu. Tym razem w jego skład poza PJN miałyby jeszcze wchodzić partie Janusza Korwin-Mikkego i Marka Jurka. Patrząc na dotychczasową historie startów JKM we wszelkiej maści wyborach jest to dość śliski pomysł. Na frontmena to on się nie nadaje, zwykle każda kampanie udało mu się ubić a to głoszeniem, że wyborcy to idioci, gospodarczo Polakom było lepiej za Hitlera albo, że kobiety mogą wykonywać dowolną prace pod warunkiem, że jest to sprzątanie lub gotowanie. Przy czymś takim to nawet Kaczyński blednie ze swoja Angelą. Z drugiej strony Marek Jurek, który niespecjalnie pasuje do wolnorynkowej partii, o której mówi Migalski, za to światopoglądowego konserwatyzmu u niego jest aż za dużo. W sytuacji, gdy Palikot może rozpocząć światopoglądową dyskusje o roli i miejscu kościoła w Polsce Marek Jurek, który kościelnej sutanny chce się trzymać jeszcze bardziej niż Kaczyński może być dla PJNu balastem zamiast pożytkiem.
W kwestiach gospodarczych z jednej strony w będzie liberalny Korwin-Mikke, który przynajmniej na swoim blogu pozycjonuje się jako zwolennik państwa minimum. Z drugiej strony będzie Elżbieta Jakubiak, która z wolnorynkowym liberalizmem ma niewiele wspólnego, w jednym z wywiadów stwierdzając, że dzięki wydawanym przez nią zezwoleniom i koncesjom mogę prowadzić firmę, czy na własnej działce wybudować dom.
Z takim miksem nazwisk może być ciężko przekonać do siebie wyborców rozczarowanych PO czy PiSem. Nie mówię, że to jest zły pomysł, trzymam kciuki za Migalskiego, o co prosi na swoim blogu, ale na dzień dzisiejszy wydaje się ze ta formacja się wewnętrznie rozleci zanim zdoła się na dobre rozwinąć i zaistnieć na scenie politycznej.



Może nawet nie uda się największej, jakby to nie brzmiało, partii pozaparlamentarnej wykonać swojego zamierzenia. Gdy pełnomocnik partyjny, odpowiedzialny za to zadanie potwierdzi, że zadanie to jest niewykonalne, będzie z tego wieloraki pożytek. Pod warunkiem oczywiście, że sprawozdanie z powierzonego zadania będzie wyczerpujące i wiarygodne.